wtorek, 2 października 2012

Co słychać? Dużo się dzieje!

Wybaczcie kochane, że milczę... Ale w końcu udało mi się znaleźć pracę i od miesiąca grzecznie codziennie rano dygam do agencji marketingowej w której pracuję na kosmetyki i inne mniej przyjemne sprawy ;)
Udało mi się otrzymać stanowisko naczelnego copywritera, projektów jest dużo, także i czasu niestety mało...

Mam mnóstwo kosmetyków do zrecenzowania, nie wiem kiedy ja to zrobię, bo wracam codziennie po prostu jak przemielona przez maszynkę, mam nadzieję, że wkrótce okrzepnę bo brakuje mi blogowania, ale po całym dniu bycia mega kreatywną copy weny brakuje... ;)

A tymczasem...
W październikowej gazetce Hebe pojawiła się moja facjata zachwalająca produkty do utrzymania koloru na włosach.
Choć zdjęcie już lekko nie aktualne - bo w tej chwili mam fryz w kolorze czarnych jagód ;)


Ściskam Was serdecznie i mam nadzieję, że powrócę wkrótce!

sobota, 15 września 2012

My Secret rusza z fanpagem i konkursem!






Od dziś ruszył oficjalny fanpage i konkurs marki My Secret. Do wygrania są co tydzień kosmetyki, a dla zwyciężczyni dwuletni kontrakt z marką, sesja zdjęciowa i kosmetyki.

Więcej o szczegółach można dowiedzieć się na fanpagu My Secret http://www.facebook.com/kosmetykimysecret

wtorek, 4 września 2012

Mam malinowe włosy!

W kwestii włosowo fryzurowej - nastąpiła u mnie rewolucja.
Znudziło mi się już to co grzeczne i uładzone - koniec!
Wpadłam do drogerii z zamiarem kupienia jakiejś ognistej czerwieni ale do rąk mi wpadła...
Soczysta Malina z linii Naturia Joanny.
A że miałam już dosyć ciemny kolor to kupiłam i rozjaśniacz - żeby na pewno wyszło mi to czego oczekuję.


Ostatnio trochę się boję farb - ze względów oczywistych - niszczą strukturę włosa, jest to fakt.
Tak więc stwierdziłam, że poeksperymentuję i tak rozjaśniacz jak i farbę położę na włosy olejowane. Olejowałam olejkiem Alterra - ulubiony migdał znowu mnie nie zawiódł. Na koniec mycie odżywką i zobaczymy co będzie.
I... nie zawiodłam się. To zupełnie inna bajka - tak zabezpieczone włosy dobrze zareagowały na dekoloryzujące i koloryzujące właściwości farb - a przy tym nie uległy zniszczeniu. Eureka! Gładkie lśniące i miękkie - to lubię.

Co z tego wyszło? Coś co jest w całkiem moim guście - mąż mówi o mnie teraz sygnalizator świetlny - ale ja lubię gdy moja czupryna się wyróżnia - więc jestem naprawdę zadowolona.



ps. kolory są trochę przekłamane - w rzeczywistości włosy są trochę bardziej różowe :]

czwartek, 23 sierpnia 2012

balea bodymousse himbeere

Dawno mnie nie było - ale to wszystko spowodowane urlopem i innymi życiowymi zawirowaniami z których jeszcze się nie wykaraskałam do końca, ale być może już widać światełko w tunelu...
No a w związku z urlopem - wpadłam do czeskiej wersji drogerii DM - i między innymi nabyłam właśnie ten mus do ciała:


Mus? Eeeee... Konsystencja rzadkiego jogurtu raczej - ale nie ma się co zrażać, bo pachnie po prostu jak malinowo - waniliowe marzenie. Szczerze mówiąc pachnie nawet lepiej niż żel pod prysznic Oryginal Source malinowo waniliowy - a długi czas myślałam, że nic go nie przebije.


A jak działa?
Wchłania się dosyć szybko - pewnie przez wodnistą konsystencję, ale pozostawia lekki, ale jednak wyczuwalny klejący film... Nooo - to, to już nie jest fajne.
Ale ten zapach... - wybaczam klejenie :D
Nawilża tak sobie średnio. Ja jestem rozpuszczona jak dziadowski bicz masłem shea i mieszaniną olejową, więc Balea w porównaniu z nimi naprawdę tyłka nie urywa, ale jak nie ma nic innego pod ręką - to się nada.
No a teraz skład.
Parabeny - i to sporo, alkohol też jest... Hmmm... Isana ma lepsze składy, a nie trzeba za nią przez cały kraj lecieć.
Podsumowując - balsam/mus - zapach ma boski, no i ładne opakowanie, także jak mnie najdzie ochota na wonienie malinami to się będę maziać - ale cała reszta... Mocno średnia.
Teraz testuję szampon i odżywkę z serii proffesional - odczucia mam lepsze niż co do balsamu - ale użyłam dopiero raz więc jeszcze poczekamy...
Na razie Balea trochę rozczarowuje - bo sądząc po wpisach na innych blogach wierzyłam, że to będzie szał ciał - ale ok - nie przesądzam, i sprawdzam dalej :)
A u Was co słychać? Muszę koniecznie ponadrabiać wasze blogi - mam zaległości, że hoho!


niedziela, 5 sierpnia 2012

Bielenda - płyn micelarny InVitro






Obietnica producenta:

Delikatny Micelarny Płyn zastępuje mleczko, tonik i wodę. Szybko, bardzo starannie i niezwykle skutecznie usuwa makijaż (RÓWNIEŻ WODOODPORNY ) i pozostałe zanieczyszczenia. Precyzyjnie oczyszcza skórę, a przy tym cudownie nawilża i pielęgnuje. Daje uczucie natychmiastowego ukojenia skóry. Działa szybko i efektywnie - NIE WYMAGA SPŁUKIWANIA 
EFEKT: oczyszczona, nawilżona, gładka i pełna blasku skóra. 
Micele cząsteczki, które skutecznie usuwają zabrudzenia z powierzchni skóry, Roślinne Komórki Macierzyste zawierają białka, węglowodany i minerały, są nieśmiertelne i samoodnawialne, chronią komórki macierzyste skóry przed starzeniem, redukują zmarszczki, przywracają jędrność i młodość.  

Skła: Aqua (Water), Sodium Cocoamphoacetate, Glycerin, Gliceryl Cocoate, Hexylene Glycol, Polysorbate 20, PEG-12 Dimethicone, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder, Malus Domestica Fruit Cell Culture, Arginine PCA, Citric Acid, Disodium EDTA, Xanthan Gum, Lecithin, Polyaminopropyl Biguanide, DMDM Hydantoin, Iodopropynyl Butylcarbamate, Parfum (Fragrance), Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Benzoate, Benzyl Salicylate, Citronellol, Hexyl Cinnamal.

Płyn ten dostałam w promocji gratis do dwufazowego płynu do demakijażu rzęs - i dobrze bo...
No ale od początku.

Zapach
Pachnie trochę dziwnie jakby kremem z alkoholem? Alkoholu w składzie nie ma, ale zapach jest niezbyt zachęcający.

Użytkowanie
Płyn jest absolutnie nie wydajny. Przy 200 ml wystarcza zaledwie na miesiąc. Aby porządnie zmyć makijaż potrzebuję ok. 4-5 wacików - gdy używam eyelinera w żelu to jeszcze więcej niestety. Ale przy odrobinie uporu da się zmyć wszystko w całości. Przy zmywaniu pieni się(!?) - co mi się nie podoba, ale zostawia skórę miękką i odżywioną. I finalnie oczyszczenie też jest dobre - bo używając go nie miałam żadnych przykrych niespodzianek w postaci wyprysków, a przy tym skóra była gładka. Ale uwaga - piecze w oczy i to mocno!
Roślinne komórki macierzyste? Eeee tam... Nie zauważyłam spłycenia pojawiających się już kurzych łapek, z tym ujędrnieniem też bym nie przesadzała - zwłaszcza, że ciężko sprecyzować co jest od czego jak się ciągle coś nowego testuje...

Opakowanie
Opakowanie jest tandetne - podczas transportu niestety korek przecieka. Butelka się ugina i jej wygląd w sumie też pozostawia wiele do życzenia bo to po prostu zwykły chiński plastik kiepsko wykończony.

Podsumowanie
Po zastanowieniu... nie jestem ani na tak ani na nie. W sumie sama bym go nie kupiła (ok.16-18 zł), jest przyzwoity ale do ideału mu daleko.

Wciąż szukam idealnego płynu micelarnego... Macie taki?

sobota, 4 sierpnia 2012

Lakier do paznokci za 250 tyś dolarów


Jako ciekawostka - firma Azature wypuści na rynek lakier do paznokci wart ćwierć miliona dolarów. 
Wyprodukowana zostanie tylko jedna buteleczka, za to znajdą się w niej... Czarne 267 karatowe diamenty. W przeliczeniu na złotówki - to będzie ponad 850 tysięcy złotych.
Na szczęście dla nas kosmetykoholiczek dostępna będzie też zwykła wersja - w Stanach zjednoczonych do kupienia za ok 50$
Ciekawe kto kupi tę jedną wyjątkową buteleczkę - kogo obstawiacie? ;)

Elavia - czy to działa?



Dzięki portalowi Uroda i Zdrowie miałam okazję przetestować wspomagający odchudzanie preparat Elavia. O tym czym jest preparat i jak go stosować możecie przeczytać tutaj: klik

Stosowałam go zgodnie z zaleceniami: przez pierwsze 10 dni piłam rozcieńczony płyn intensive w założeniu miała to być wiśnia, ale moim zdaniem smakował jak taka lekka herbatka da niemowląt. Nie był zły. Herbatka działała na mnie moczopędnie - im więcej jej piłam tym bardziej musiałam do toalety, i tym bardziej znów chciało mi się pić. Tak więc myślę, że organizm trochę się dzięki tej wymianie płynu oczyścił - straciłam w tym czasie 1 kg. Niebyt dużo...

Następnie przyszła kolej na tabletki. Tabletki to dwufazowy preparat Anti Yo-Yo. Ma za zadanie utrwalić efekty picia herbatki, jedna tabletka jest na dzień a jedna na noc. No i rzeczywiście  w ciągu tych piętnastu dni ten kilogram nie wrócił, ale teraz już zauważyłam, że pół kilo mam z powrotem  także działało jak było używane - i to w sumie nieźle. 
Ale dwa tygodnie utrzymania efektu to jednak za mało prawda?

Podsumowując  organizm się rzeczywiście oczyszcza i dzięki temu traci się na wadze. Ale po odstawieniu preparatu wszystko wraca do normy, także według mnie to jest to niestety nie do końca rzecz skuteczna, aczkolwiek muszę przyznać z ręką na sercu, że po tym oczyszczeniu czułam się świetnie!
Szkoda tylko że to tak krótko trwało...
Może kiedyś kupię sobie tę kurację, żeby znów się oczyścić?
Nie mówię nie.



środa, 18 lipca 2012

Fryzury z piórkami - inspiracje

Dziś garść inspiracji. Zafiksowałam się na punkcie fryzury z doczepianymi piórkami. Niestety poza jedną drogerią gdzie jedno kosztuje 15 złotych nie znalazłam takich. Może któraś  Was widziała coś takiego w rozsądnej cenie? Jak Wam się podoba takie urozmaicenie na wakacje?




















poniedziałek, 16 lipca 2012

Body wrapping - cudowna moc folii


fot:google

Czym w ogóle jest body wrapping?


To zabieg mający na celu pobudzenie krążenia krwi i limfy, ma poprawić podskórne przepływy płynów ustrojowych. Konieczne jest oczywiście wspomaganie go odpowiednimi preparatami.

Do wykonania zabiegu w domu potrzebna nam będzie rolka elastycznej folii spożywczej oraz balsam ujędrniający, antycellulitowy, wyszczuplający czy choćby jeden z popularnych ostatnimi czasy olejków. Warto zwrócić uwagę na to aby preparat zawierał jak najwięcej składników odżywczych. Mogą to być algi, kompleks Q10, minerały, czy też cokolwiek innego wpływającego dobroczynnie na skórę.

Aby zabieg był skuteczny - należy go wykonać kilkanaście razy w 2-3 dniowych odstępach, choć już po pierwszym dniu widać efekty. Po całej serii natomiast efekt wyszczuplenia wygładzenia i uędrnienia jest wręcz spektakularny. Pobudzone do prawidłowego krążenia krew i limfa czynią w zasadzie cuda z newralgicznymi miejscami kobiecego ciała.

Ale to nie wszystko. Podczas kuracji limfa porusza złogi toksyn. Aby pomóc organizmowi pozbyć się ich nadmiaru należy wypijać około 2 litrów wody dziennie - wypłucze ona to co jest zbędne i nawodni dodatkowo organim co jest oczywiście nie bez znaczenia dla efektu końcowego.

Sama czynność owijania jest bardzo prosta. Zaczynamy od kończyn - smarujemy je przygotowanym wcześniej preparatem i stopniowo przesuwamy się ku środkowi ciała kończąc na brzuchu i pośladkach. Owijamy się dość mocno - skórę należy ucisnąć aby pobudzić limfę do pracy. Dzięki uciskowi zwiększa się także przemiana materii, co ma wpływ na efekt wyszczuplający.

Co uzyskamy dzięki body wrappingowi?

-wyszczuplenie ciała
-wspomożenie diety
-nawodnienie organizmu
-polepszenie napięcia skóry
-pomoc w walce z cellulitem
-usunięcie nadmiaru wody z tkanek
-pielęgnacja skóry
-redukcja tkanki tłuszczowej


Komu nie wolno się owijać?

-kobietom w ciąży
-osobom z zatorami żylnymi
-jeżeli masz infekcję (grypa, angina)
-osobom z problemami sercowymi
-nadciśnieniowcom
-nerkowcom
-osobom z żylakami
-osobom po przebytyc niedawno operacjach

Co Wy na to? Ja jestem już po pierwszym zabiegu. Mam problemy  z zatrzymaniem limfy na łydkach i po dzisiejszej nocy różnica jest ogromna. Przynajmniej 4 cm różnicy w obwodzie na jednej nodze. Do smarowania użyłam wyszczuplającego balsamu z Biedronki.

Na jaki czas się zawijamy?

W komentarzach pytacie o czas zawijania się. Przy zwykłych drogeryjnych preparatach najlepiej zawinąć się na całą noc. Przy specjalistycznych preparatach do Body Wrappingu zawierających wyciągi z papryki czy też cynamonu należy stosować czas zalecany przez producenta co równa się z reguły około 1-1,5 godziny zabiegu. Ilość folii do zawinięcia to najlepiej około 2 warstw - plus kołdra czy też ciepły koc.

piątek, 6 lipca 2012

Mega promocja na Kobo w Naturach

Och nie! Dopiero co składałam sobie przyrzeczenie o niewydawaniu kasy na kosmetyki a tu taka promo na produkty Kobo!





Same zobaczcie:


PURE PIGMENT LIQUID BASE - utrwalająca baza pod pigmenty sypkie. Płynna baza umożliwia aplikację pigmentów sypkich na mokro. Podkreśla głębię koloru i trwałość  makijażu. Polecana do makijażu powiek oraz fantazyjnego makijażu twarzy i ciała.
Aplikacja: Używając aplikatora - pipetki, nanieść kroplę bazy na wieczko opakowania lub zewnętrzną stronę dłoni. Zamoczyć pędzel w płynie i zmieszać z sypkimi pigmentami.  Pigmenty zwilżone bazą nakładać warstwą lub kreską tworząc barwny makijaż lub wzorki. W celu usunięcia trwałego makijażu polecamy stosowanie dwufazowego płynu do demakijażu KOBO.
Pojemność 14 ml
Cena regularna: 19,99 zł
Teraz tylko: 9,99 

PURE PIGMENT - matowy pigment sypki. Intensywne i trwałe pigmenty sypkie, znakomicie przylegają do skóry. Bardzo wydajne w użyciu.
Pojemność 6 ml
Cena regularna: 19,99 zł
Teraz tylko: 6,99 

PURE PEARL PIGMENT - perłowy pigment sypki. Intensywne i trwałe perły sypkie, znakomicie przylegają do skóry. Bardzo wydajne w użyciu.
Pojemność 6 ml
Cena regularna: 19,99 zł
Teraz tylko: 5,99 zł

GLOSSY LIPS - błyszczyk do ust bezbarwny. Błyszczyk, który nadaje trwały intensywny połysk na ustach. Zawarta w formule witamina E dba, chroni i pielęgnuje usta, a specjalne polimery i woski sprawiają, że usta lśnią naturalnym blaskiem. Do stosowania samodzielnego lub na pomadkę.
Pojemność 14 ml
Cena regularna: 16,99 zł
Teraz tylko: 6,99 

COLOUR GLOSSY LIPS – wyjątkowy błyszczyk do ust 3D.
  • Efekt przepięknego migotania na ustach – dzięki drobinkom i perłom rozświetlającym.
  • Trójwymiarowy efekt koloru.
  • Trwały, uwodzicielski połysk.
Pojemność 14 ml
Cena regularna: 16,99 zł
Teraz tylko: 6,99 

PEARL ‘N’ MINERAL - błyszczyk do ust z minerałami.
Blask klejnotów na ustach! Intensywna regeneracja, wygładzenie i nawilżenie ust. Bogata formuła zawiera 100% perłę z 7 minerałami, woski i olejki naturalne oraz polimery i mikrosfery, sprawiające, że błyszczyk bardzo długo utrzymuje się na ustach.
Pojemność 10 ml
Cena regularna: 17,99 zł
Teraz tylko: 6,99 


Zainteresowane? Kupicie coś?

True Blood again (makeup)

Bardziej chodziło mi o zabawę niż o cokolwiek innego - i miałam w sumie nikomu nie pokazywać - ale co tam ;)
Jak Wam podobam się w wampirzym wydaniu? :D




czwartek, 5 lipca 2012

Mgiełki Fruttini - na upały - bardzo polecam!

Dobra koniec ociągania - pora na recenzję.
Wyjątkowo źle znoszę upały - i to nie jest żadna tajemnica. Pocę się jak mysz, brak mi orzeźwienia i generalnie się ze słońcem nie lubimy. I z wysoką temperaturą tym bardziej też nie. Szukałam dłuuugo czegoś co mnie wspomoże w cierpieniu. Czegoś co orzeźwi i pomoże przeżyć. Przetestowałam różne perfumy o lekkich morskich zapachach. Nawet Aqua di Gio nie daje rady.
Mgiełki z Avonu. A fuj - chemia i po jakimś czasie a przeproszeniem podjeżdżają starym capem.
Aż tu któregoś razu gdzieś na którymś z Waszych blogów trafiłam na zbiorowy post o mgiełkach. Fruttini też tam były...
Nie szukałam ich w sklepach jakoś specjalnie, ale niespodziewanie trafiłam na nie w niesieciowej drogerii.
Jak się potem okazało - przepłaciłam i to sporo bo na wersję gruszkowo brzoskwiniową wydałam 16 złotych. No ale nie ma tego złego - bo choć w Naturze były za 12,99 - to jednak tylko zapach liczi za którym nie przepadam.


W dalszych podróżach po mieście trafiłam na promocję w Hebe - i tam drugą moją mgiełkę o zapachu wiśniowo - waniliowym kupiłam z jedyne 8,99 pln



 Jest różnica w cenie i to spora - ale znowu w Hebe mieli tylko tę wersję, więc albo miałam wziąć to co jest albo wrócić po to co chciałam i zapłacić prawie dwa razy więcej.
No a że wiśnie miałam w sumie na czwartym miejscu muszmiecia - to kupiłam.
Będę jeszcze w przyszłości polować na milky orange i raspberry cream - bo pachną równie cudownie co dwa zakupione.

A teraz o właściwościach - w żołnierskich słowach.

Plusy:
-cudowne zapachy - naturalne bez chemii mocno owocowe
-olejek migdałowy - nawilża i koi skórę po kontakcie ze słońcem
-ładne opakowania
-porządnie orzeźwiają, niespodziewanie świetnie sobie radzą
-trwałość jak na mgiełkę powalająca - u mnie ok 4 godzin wyczuwalne przeze mnie - na razie nos się nie uodpornił i jest mi przyjemnie przez długi czas

Minusy:
-trochę się kleją - nie jest to byt przyjemne
-dostępność
-wydajność - nie urywa tyłka po tygodniu stosowania gruszki 1/5 opakowania zużyta
-zawierają alkohol ale moim zdaniem olejek to równoważy

Znacie te mgiełki? Ja w te upały niczego innego nie mam ochoty używać - ich zapach to prawdziwa poezja :)



W lipcu dołączam do grona celebrytów!

I idę na odwyk... Przegięłam z zakupami i w związku z tym wszystkie drogerie od dziś to moja kokaina z którą będę walczyć aż do dżizusie - 32 urodzin...
No dobra, to nie będzie pełen miesiąc ale 20 dni odwyku, dlatego nie dołączam do akcji przeżyć za 50 złotych.
Ale odwyk to odwyk - jak prawdziwa szajning star!


Dobrze chociaż że mam o czym pisać - kilka niespodziewanych paczek wpadło, no i kilka fajnych kosmetyków wciąż testuję. Ufff...

środa, 4 lipca 2012

Forsaken - True Blood - kolekcja kosmetyków (ekhem - spoilery! :P)

Kto nie chce psuć sobie serialu bo nie jest na bieżąco - niech pominie opisy bo spoilerami sieję jak z rękawa. ;)
Od razu jak tylko zobaczyłam zdjęcia - wiedziałam ,że chcę pragnę i pożądam niczym nowonarodzona Tara krwi :D
Urzekł mnie design - kocham True Blood i z wypiekami oglądam każdy odcinek - szczególnie zaś dla tego tu pana ;)


No dobra do rzeczy...
Co znajdziemy w tej kolekcji? Przede wszystkim perfumy:


Forsaken Eau de Parfum 50 mL - cena jak na ten moment w USA ok 60 $

Shimmering Body Veil With Poof cena ok 31$

Dalej mamy szminkę oraz lakiery do paznokci

^ten zestaw kosztuje 28$

a ceny lakierów nie podano...

Jest też coś dla fanek zapachów dla domu:


Świeca i dyfuzor zapachowy w cenie 48$ za zestaw.

Uch! Jaram się zwłaszcza perfumami, pudrem i zestawem szminka plus lakier - mam nadzieję że pojawią się te produkty u nas choćby na gwiazdkę - a Wam coś się spodobało? :)

Oglądacie serial? Przyznam że jak do tej pory sezon 5 zaskakuje - scenarzyści wzięli się naprawdę do roboty i to co teraz dzieje się z  Ericiem (love! love!) i Billem - naprawdę zaskakuje! :D


RIP - a taki był fajny...


Marzą mi się wakacje nad morzem... Chociaż nad Bałtykiem pogoda ponoć mało plażowa to blisko stolicy upał niemiłosierny...
Z braku laku (morza) przynajmniej dzisiejszy look był a'la dziewczyna marynarza ;)
Pogoda tak szaleje (upał duchota - a zaraz ulewy i burze, że nie bardzo mam siłę na bardziej konstruktywne posty. Dwie godziny po zdjęciu makijaż był już w opłakanym stanie - choć nowy nabytek utrwalacz - liquid Kobo radził sobie zupełnie nieźle. Nie idealnie - ale jak na 38 stopni ciepła i 60% wilgotności to i tak jest dobrze. Ale sposobu na idealny stan podkładu niestety nie mam. Baza czy puder utrwalający nie dały rady - makijaż zginął śmiercią tragiczną w krótkim czasie od narodzin...

piątek, 29 czerwca 2012

Adult only! :P Chlipię i skarżę się na swój los (bom głupia)...


Wczoraj machnęłam włosy bezamoniakowym kremem koloryzującym (Palette - ten na obrazku powyżej) - a po farbowaniu nie użyłam ani oleju ani OMO - po prostu spłukałam i nałożyłam na chwilę odżywkę z babassu. I wiecie co? SIANO! Na dodatek odrosty zostały burgundowe po kremie koloryzującym z henną Delii a końcówki są brązowe jak na opakowaniu. Niby jakoś bardzo się to w oczy nie rzuca, tylko w słońcu widać - ale ja widzę.  Koszmar po prostu dzisiaj od rana nakładam co jakiś czas serum - włosy piją jak wściekłe, serum wnika do samego końca. Teraz zmieszałam masło shea z olejem migdałowym i serum i nałożyłam - zobaczymy co będzie rano...
A trzeba było grzecznie zakupić ponownie Delię która jest ziołowa i mi służy - włosy są po niej miękkie i gładkie i na dodatek ładne kolory wychodzą... Zachciało mi się kolorowego zegarka dodawanego w promocji to teraz mam wrrr... Kurwa mać - nigdy więcej przygłupich eksperymentów!


Morze Martwe - zabieg na stopy z glinką ghassoul

Witajcie kobietki :)
Buszując po drogerii mającej w ofercie kosmetyki ze Starej Mydlarni natrafiłam na słój zawierający biało-szary mocno grudkowany proszek.

Zabieg na stopy? Skoro nadszedł czas sandałków i inszego obuwia odkrytego - to na pewno się przyda! Ale  czy zdziała cuda z moimi stopami z którymi dawno już niczego nie robiłam?
Na etykiecie napisali że owszem - tak:

MM zabieg na stopy z glinką ghassoul 400 ml
Hydromineralny zabieg z glinką Ghassoul na stopy
Nawilżenie i tonizacja stóp. Składniki zawarte w preparacie redukują suchość i łuszczenie się skóry stóp, poprawiają elastyczność i jędrność skóry stóp. Składniki aktywne: sól warzona próżniowo, sól z Morza Martwego, urea (mocznik), glinka Ghassoul, olejek miętowy, olejek eukaliptusowy. 400 ml
Sposób użycia: do kąpieli lub okładów stóp

Wczoraj wieczorem w kamionkowej miseczce rozrobiłam 100 gram produktu z odrobiną wody. Powstało coś na kształt (konsystencję raczej) morskiego piasku wymieszanego  z wodą.
Papkę nałożyłam na me spragnione odnowy stópki i zawinęłam obydwie w folię.
Siedziałam  z tym kompresem jakieś pół godziny, choć producent zaleca 15 minut - ale myślę, że te 15 minut to zdecydowanie za krótko. Po tym jak minął czas zabiegu spłukałam papkę prysznicem - i od razu - pozytywny szok. Razem z papką spłynęły suche, upierdliwe skórki które się łuszczyły i żaden peeling im w ogóle nie dawał rady! Skóra zrobiła się jasna, mięciutka i nawilżona co w ogóle uważałam za nieprawdopodobne bo moje stopy wszelkiemu nawilżeniu zawsze się skutecznie opierały.
Po wysuszeniu jeszcze przez kilka godzin odczuwałam przyjemny chłód zapewne spowodowany olejkami miętowym i eukaliptusowym. Paznokcie zrobiły się miękkie dzięki czemu łatwiej było zadbać o ich pielęgnację, be konieczności godzinnego moczenia w wodzie (a mam bardzo twarde i na co dzień takie wymoczenie to konieczność) a na dodatek skórki które z reguły trzeba było usuwać za pomocą oddzielnych preparatów zniknęły same.
Bardzo jestem zadowolona z tego produktu - sucha i szorstka skóra na pęcinach ;) to już wspomnienie, pięty są jasne i różowe - no bajka!

Powiem tylko że pod koniec zabiegu już trochę szczypało nie wiem cy solą czy tak już działało mocne stężenie olejków - ale na pewno nie jest to preparat delikatny, to niezły hardcore - ale jeśli uważacie że potrzebujecie solidnego HELP dla stóp - to będzie Wam dobrze służył.
Znacie Starą Mydlarnię w ogóle? Polecacie jeszcze coś ciekawego z ich asortymentu?

czwartek, 28 czerwca 2012

Catrice - Intensif'eye wet &dry shadow

Cześć dziewczyny!
Buszując po Naturze zawsze z uwagą oglądam szafę Catrice. Rzadko coś mi się tam rzuca w oczy a jak już to szczerze mówiąc odstrasza ceną - bo Essence ma rzeczy bardzo podobne a ponad połowę tańsze. Dla mnie więc wybór jest prosty.
Ale jakiś czas temu rzucił mi się w oczy spiekany marmurkowy cień z serii Intensife'eye

Jest to uroczy turkusowo czarno/grafitowy z dodatkiem srebra wypiekaniec który kosztował ok.16 zł. No dużo trochę jak na takie maleństwo (0,8g) ale w drogerii było oświetlenie w którym ten cień wprawił mnie w prawdziwy zachwyt. Niestety był to pochmurny dzień - więc nie sprawdziłam jak wygląda w słońcu - co mnie potem bardzo rozczarowało bo niestety nie tak samo jak w tym oświetleniu w drogerii gdzie mienił się wręcz bajkowo...



Poniżej swatche.
Po lewej stronie - cień nałożony na sucho - nic specjalnego - wręcz do niczego się nie nadaje i nie polecam tego sposobu bo na dodatek pyli.
Po środku cień nałożony na bazę - tu już lepiej - jest intensywny ale ciężko się nim operuje nie da się nakładać ruchem rozcierającym - trzeba malować oko punktowo pacając raz koło razu.
I po prawej - cień nałożony na mokro. Niby już łatwiej z mazaniem ale z kolei kolory wychodzą nie takie jakie powinny strasznie się wtedy kolorystyka zlewa bo obydwa odcienie (turkus i czerń) powlekają się jakby odblaskową powłoczką która momentami uniemożliwia odróżnienie kolorów.

Fakt faktem, że jest wodoodporny. Polewałam swatche prysznicem - nic ich nie ruszyło nawet gorąca woda - dopiero pocieranie przyczyniło się do usuwania.
Czy kupię ponownie? Na pewno nie - to już drugi kosmetyk Catrice jaki mam - i drugi bubel!
No wybaczcie ale Essence moim zdaniem bije na głowę jakością cieni - chociażby cienie z Marblemanii - przecież mam jeden i to zupełnie co innego - inna jakość życia. 
No to skoro Essence lepsze w moim odczuciu to chyba pożegnam się na stałe z Catrice - choć z żalem bo kosmetyki czasem wyglądają ładniej niż te z Essence. No ale wygląd to nie wszystko.
A Wy co myślicie o Catrice vs Essence?



środa, 27 czerwca 2012

Dairy Fun - body scrub - peach&mango

Witajcie kochane,
W sumie to już od dawna czaiłam się na produkty tej firmy ale jakoś nigdy nie było okazji do tego żeby nabyć coś z ich oferty.
A że wakacje za pasem, to szukałam dla siebie fajnego zdzieraka do ciała i tym razem wybór padł właśnie na Dairy Fun. Dairy Fun to marka brytyjskiej firmy Marba - nie wiem jak kształtują się ceny tych produktów w UK - za ten peeling zapłaciłam ok 20 złotych.

Na pierwszym miejscu w Dairy Fun urzekają opakowania. Kamionkowy pojemnik zamykany na klips a'la wek - przyda się na pewno i później na inne rzeczy. Tak więc ekologia rządzi - bo takiego opakowania to chyba nikt nie wyrzuci.
Ślicznie obwiązany sizalowym sznurkiem przywodzi na myśl wiejską kankę - czyli sama natura prawda?

No i tutaj niestety nie do końca bo brzydkie parabeny w składzie są. I parafina też choć szkodniki są dosyć daleko umiejscowione na liście - to jednak skrzywienie lekkie wywołuje. Niemniej jednak wosk pszczeli i oleje intrygują więc postanowiłam spróbować.



Ale przejdźmy do tego co najważniejsze - zawartości uroczego słoja. Otwieramy klip i... czujemy cudny brzoskwiniowo-mangowy zapach. No po prostu śliczny!

Peeling jest mocno zbity choć nie ma problemów z wydostaniem go z pojemniczka. Jest gęsto nafaszerowany substancją ścierającą - czyli chlorkiem sodu. To zdzierak naprawdę ostry, duże drobinki w wersji dla komandosek ;) - ale pozostawia skórę fajnie gładką - a olejowa baza pomaga w jej natłuszczeniu i poślizgu da drobinek. Zapach utrzymuje się na skórze pod warunkiem że szybko się spłuczemy a nie będziemy się jeszcze nie wiadomo ile moczyć w wannie czy pod prysznicem ;)
Uwielbiam go - ale nie wiem czy kupię ponownie, bo mam ochotę wypróbować jeszcze inne wersje zapachowe :)






Podsumowując - on tak pięknie pachnie i fajnie mnie wygładza - że wybaczam mu skuchę z parabenami i z przyjemnością się wącham po każdym użyciu :D

niedziela, 24 czerwca 2012

Avon Naturals Herbal - balsam do włosów z rumiankiem i aloesem i moje obecne OMO

Cześć słoneczka! :)
Kupiłam ten balsam dwa miesiące temu w promocji za niecałe 10 złotych. W sumie nie wiem dlaczego wtedy mój wybór padł na niego bo były w katalogu oczywiście produkty tańsze i o większej pojemności - ale skusiłam się i już.
I nie żałuję, bo jeśli mam być szczera to po użyciu robi mi wiele więcej dobrego niż Isanowa odżywka z olejkiem babassu. Owszem babassu wygładza, nabłyszcza, ułatwia rozczesywanie i ładnie pachnie - ale zawartość tego niepozornego słoiczka robi to samo... Razy trzy.
Nie przesadzam - gdyby nie to że produkt jest wodnisty trochę i beznadziejnie się go wybiera ze słoika - no kto widział odżywkę do włosów w słoiku jak krem o konsystencji rzadkiej śmietany? - to uznałabym ją za najlepszy produkt jaki Avon posiada.
No ale wiadomo warto się pomęczyć żeby osiągnąć fajny efekt - i właśnie wczoraj zakupiłam drugi słoiczek - co u mnie jest niewyobrażalne bo zawsze lubię testować nowości.

Tak więc moje OMO wgląda teraz tak:



0. Olejek migdał-papaja Alterra wymieszany z masłem shea - mieszanka nakładana na noc
1. Isana odżywka z olejkiem babassu - znana wszystkim już chyba :)
2. Szampon również Isany z serii Repair Hair z olejkiem arganowym
3. Avon naturals Herbal - Care & Repair Conditioning balm

I ta czwórka daje znakomite efekty. Włosy błyszczą się, są gładkie i grzecznie się układają tak jak chcę. Jako że moje są krótkie - to myję je co drugi dzień bo szybko tracą świeżość. Nie - nie przetłuszczają się, ale mam wrażenie, że po 24 godzinach to już jest nie to - a no i noszenie przez pół dnia kasku motocyklowego też robi swoje - plus wiatr i mój głupi zwyczaj spania z poduszką na głowie ;)

Po niedługim czasie bawienia się w mycie tą metodą moje włosy wyglądają tak:


A wyglądały tak:




A W bawicie się w OMO czy Wam się nie chce? :)