No i przefarbowałam się na blond.
I o ile na zdjęciach to wygląda no nawet, nawet (wiadomo aparat kłamie :P)... O tyle w rzeczywistości, wyglądam jak kurczak który nadużył marchewki...
W związku z tym migam Wam tylko w przelocie - i czekam na męża który ma przynieść mi ze sklepu ciemny blond którym zostanie machnięty mały baleyage, no bo patrzeć na to słońce na swoim czerepie nie mogę...
PS. do makijażu użyłam wyłącznie zielonego eyelinera z essence, i błyszczyka Stay with me również z Essence w odcieniu Trendsetter, no i podkład i róż Paese i tusz Bell.
Minimalizm, bo nie o to w tym poście chodziło.
A wstawiam to, żeby na drugi raz już nie mieć głupich pomysłów :D